|
wspomnienia
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Władysław E. Zgorzelski
|
|
W roku 1927 zamieszkałem na stałe w Wołominie przy ul. Wileńskiej 9. Byłem wówczas studentem Szkoły Głównej Handlowej. Wcześniej już przyjeżdżałem do Wołomina w okresie wakacyjnym, gdyż ojciec mój miał niewielką posiadłość, dom z ogrodem. Jako młody człowiek szybko poczyniłem znajomości i przyjaźnie zawarte wspólnym zainteresowaniem: sportem piłkarskim. Koledzy moi, wołominiacy z tego okresu: Marian Burakowski, Saturnin Dobrowolski, Józef Nowik, Kazimierz Toczek, Kazimierz Artke, Jerzy Skowroński, Stanisław i Teofil Wilczyńscy, Czesław Nadaj, Julian i Jerzy Uchmańscy, Zdzisław i Maciej Hasselbuszowie, Stanisław Billewicz, Jerzy Kolman, Czesław Pąk i inni, przyciągnęli mnie do Klubu Sportowego Huragan, którego razem z nimi stałem się zaprzysiężonym entuzjastą i działaczem.
|
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Ryszard J.M.
|
|
Henryk Ginter jest wymieniony w Wikipedii w haśle "Członkowie Honorowi Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego" - poz. 79, w kilku klubach turystyki kolarskiej w Polsce wymieniony jest jako członek honorowy, był także pierwszym zdobywcą dużego złotego stopnia KOT czyli Kolarskiej Odznaki Turystycznej.

|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Agata Bochenek
|
|
Stefan Ryszkowski pamięta wiele. Choć całe prawie życie poświęcił harcerstwu, to los sprawił, że w czasie wojny często bywał na terenie wołomińskiego getta. Obserwował odbywające się tam egzekucje i jest przekonany, że w ziemi pod stadionem spoczywają szczątki pomordowanych w tym miejscu Żydów.
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Ryszard J.M.
|
|
W czerwcu 1960 r. zgłosiłem się na apel bodajże Expressu Wieczornego, który z Polskim Związkiem Kolarskim organizował kolarski Rajd Grunwaldzki. Trzeba była pojechać turystycznie z domku z Wołomina do miejscowości Kownatki na przedpolach Grunwaldu. Przejazd trzeba było potwierdzać pieczątkami w poszczególnych miejscowościach wybranej trasy. Trasa była spokojna, samochody jeździły, owszem, ale gdzie im do dzisiejszego ruchu na tym szlaku! Spałem pierwszy raz sam gdzieś za Mławą w stodole u gościnnego gospodarza. Ponieważ bałem się, że w nocy zostanę okradziony, na wszelki wypadek przywiązałem rower do sznurówek buta i na dodatek położyłem na rower worek z cementem. A spałem niespokojnie, więc rano nie mogłem się doczyścić z resztek cementu na dodatek gościnny gospodarz uraczył mnie nieprzegotowanym mlekiem wiec dalszy ciąg rajdu spędzałem często w krzakach. Wreszcie dojechałem do Kownatek pod Grunwaldem. Tam również był jeden z etapów IX Międzynarodowego Rajdu Kolarskiego organizowanego przez PTTK i tam poznałem Henryka Gintera - organizatora zawsze ubranego w pumpy (spodnie zapinane pod kolanami), długie skarpeth, zawsze w białej furażerce. Kiedy dowiedział się, że jestem z Wołomina omal się nie rozpłakał - nie wiedziałem dlaczego.

|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Zdzisław Wacław Michalik
|
|
Kolejna rocznica najazdu potężnych armii hitlerowskich na Polskę, zaktywizowała moją pamięć o wielu wydarzeniach, dziejących się na terenie Wołomina w okresie okupacji. Wspomagając się również pamięcią jednego z moich kolegów, Stefana W., opiszę jedno z tych wydarzeń, w którym wyżej wymieniony kolega brał bezpośredni udział.
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Zdzisław Wacław Michalik
|
|
Starając się zachować chronologię wydarzeń, sięgam do lat trzydziestych naszego stulecia.
W hucie szklanej „Praca"
... której udziałowcami byli zamożniejsi majstrowie, stwierdzono wybitnie szkodliwe działanie, tak zwanego „psucia szkła". Działanie to, którego sprawcy nie dawało się wykryć, przynosiło udziałowcom i pracownikom poważne szkody, grożące utratą wiarygodności huty u odbiorców wyprodukowanych wyrobów szklanych. Gdy rutynowe działania śledcze dla wykrycia sprawcy niszczenia wyprodukowanych wyrobów, a nawet samej huty i pozbawieniem pracy licznej grupy pracowników, zawiodły, ktoś wpadł na pomysł zastosowania metody niekonwencjonalnej.
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Zdzisław Wacław Michalik
|
|
Obejmuję moją pamięcią okres od roku 1926, w którym jako niespełna siedmioletni warszawianin, wraz z rodziną zamieszkałem w Wołominie. Miasto, a zwłaszcza jego peryferie, zrobiło na małym mieszczuchu bardzo korzystne wrażenie, a powodów ku temu było wiele. By czytelnicy mieli jakiś punkt odniesienia do stanu obecnego, prezentowanego przez cywilizowane przez ponad 60 lat miasto, wymienię kilka charakterystycznych szczegółów, które tak zachwyciły małego ekswarszawianina.
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Stanisław Bielewicz
|
|
Rozmowa z prof. dr. hab. Przemysławem Wojtaszczykiem
- Panie profesorze wiem, że w młodości uprawiał pan sport. Czy to prawda?
- Tak, zgadza się, uprawiałem sport i to nawet wyczynowo. Żeby o tym opowiedzieć w największym skrócie pozwoli pan, że cofnę się do czasów kiedy to jako dziesięcioletni chłopak sprowadziłem się z rodzicami z Mazur, gdzie się urodziłem, do Duczek. Tu ukończyłem szkołę podstawową a następnie podjąłem naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Wołominie. W drugim roku nauki w liceum wychowania fizycznego uczył mnie wspaniały nauczyciel i trener mgr Chwedoruk i to on namówił mnie do uprawiana sportu. Początki były bardzo trudne, trzeba było uczyć się techniki rzutu dyskiem i pchnięcia kulą. Właśnie te konkurencje lekkoatletyczne wybrał dla mnie trener ze względu na moje warunki fizyczne. W tych konkurencjach nie szło mi najlepiej, toteż kiedy dostałem się na studia matematyczne na Uniwersytet w Warszawie, przeszedłem do Folorui i tam w dalszym ciągu pod opieką pana Chwedoruka rozpocząłem treningi w nowej konkurencji (rzut młotem).
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisany przez Anna Wojtkowska
|
Teraz wracam do swoich nieudanych wakacji, które trwały kilka miesięcy. W połowie lipca 1944 roku (daty dokładnie nie pamiętam), wjechały do Wołomina trzy, czy cztery czołgi radzieckie, zatrzymały się na krótko w mieście, po czym wyruszyły w kierunku Warszawy. Nie dotarły nawet na Pragę i pod obstrzałem niemieckim wróciły do swoich. Po tym incydencie Niemcy wysiedlili ludzi z miasta. Część ludności znalazła się po drugiej stronie toru kolejowego, czyli w Górkach Mironowskich. Tam stało kilka opustoszałych domów, w których dawniej mieszkali Żydzi. Ja z rodzicami oraz wiele innych rodzin, wśród których była też rodzina Tolka, zatrzymaliśmy się w jednym z tych domów. Przed wyjściem z naszego mieszkania mieliśmy trochę czasu, aby spakować najpotrzebniejsze rzeczy.
|
|
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 następna > ostatnia >>
|
|
Strona 1 z 5 |
|